Blog Studium przypadku Warsztat pisarski

Młyn na Skraju Lasu. Jak powstała ta nazwa?

Tworzenie nazwy wielu osobom kojarzy się z przebłyskiem. Oto nazwa wpada do głowy i już jest. Nic bardziej mylnego. Wymaga to wielu tygodni rzetelnej pracy. O tym procesie opowiem na przykładzie nazwy, którą stworzyłam niedawno – Młyn na Skraju Lasu. Zdradzę też jakie były inne pomysły na tę nazwę.

🎧 Wolisz słuchać? Oto cały wpis, który czytam specjalnie dla Ciebie 🙂

Listen to “Jak stworzyłam nazwę dla miejsca” on Spreaker.

Dobra nazwa dla dobrego miejsca

“O jak ładnie!” – spontanicznie wykrzyknęła sprzedawczyni w Castoramie, kiedy moja klientka podawała jej nazwę Młyn na Skraju Lasu do faktury. O to chodziło – o ten właśnie spontaniczny odruch i dobre skojarzenie od początku. Nie tylko w sklepie, ale przede wszystkim wobec klientów, którzy będą przyjeżdżali do Młyna.

Młyn, który mieści się we wsi Stare Polichno obok Gorzowa Wielkopolskiego to okazały budynek, ze sporym terenem wokół. Moja klientka, Katarzyna Klonowska, która odziedziczyła młyn postanowiła zrobić w nim miejsce spotkań – z dużą salą na dole, miejscami do spania i rekreacji. Jeśli już jesteście ciekawi szczegółów zajrzyjcie na stronę internetową Młyna, którą też miałam okazję tworzyć wraz z Kryptonum Studio.

Ile trwa tworzenie nazwy?

Katarzyna Klonowska zgłosiła się do mnie na początku tego roku. Umowę dotyczącą współpracy podpisałyśmy 25 lutego, a już 6 marca Katarzyna miała na mailu trzy propozycje nazw do wyboru. Proces decyzyjny zajął ok. 2 tygodni i nazwa została przyjęta. Reasumując – jeśli mamy do czynienia z miejscem, zostajemy przy jednej rundzie propozycji – proces taki zajmuje około miesiąca. Co dzieje się w tym czasie?

Pierwszy etap należy do klienta. Wypełnia on krótki dokument, który nazywamy briefem kreatywnym. To zestaw pytań dotyczących celów przedsięwzięcia, profilu klientów, konkurencji, czy preferowanych nazw. Katarzyna ten etap przygotowała wzorowo – miałam możliwość zapoznania się także z biznesplanem, pomysłami jej przyjaciół na nazwę i całym projektem przedsięwzięcia. Jasno wytyczony cel samego biznesu moim zdaniem jest kluczowy. Bez tego stworzenie nazwy może być problemem.

Tworzenie nazwy to jej szukanie

Drugim etapem jest wizyta studyjna. To moment, w którym twórca nazwy odwiedza dane miejsce. Jest to ważne z kilku powodów. Po pierwsze, poznajemy otoczenie i pejzaż wokół, przede wszystkim ten dotyczący języka. Regiony w Polsce bardzo różnią się ze sobą jeśli chodzi o nazewnictwo, przyjęte zwyczaje językowe i pewien ogólny koloryt kulturowy. Nawet jeśli tworzymy nazwę dla klientów w całej Polsce – język ten nie może być obcy wewnętrznie, dla okolicy, dla sąsiadów, musi wtopić się w dany krajobraz.

Przyjechałam do Katarzyny w lutym, młyn był wtedy w remoncie. Dopiero klarował się duch miejsca. Oprócz notatnika zawsze mam przy sobie aparat (pracuję z Canonem RP i obiektywem 35 mm, ze światłem 1.8). Dokładnie fotografuję obiekt i szukam ciekawych detali.

W tym przypadku dokumentacja posłużyła nie tylko mi, ale również innym osobom zaangażowanym w proces brandingowy – autorce logo (Martyna Zimoń) i współtwórcom strony www (Kryptonum Studio). Moje zdjęcie znalazło się zresztą w hero section strony, z czego jestem bardzo dumna. Podarowałam je też klientce, która może się nimi posługiwać w mediach społecznościowych.

Autorką logo jest Martyna Zimoń

Krótka, uważna runda po okolicy pozwoliła mi także zauważyć walory miejsca i opisać je potem na stronie. Na miejscu, które mam nazwać muszę być trochę jak detektyw. Przeprowadzam wywiad, zaglądam w każdy zakamarek. Rozmawiam z mieszkańcami, kręcę się się po okolicy. To niezwykle istotny, ale i przyjemny moment zbierania energii. To jakby odnajdywanie nazwy, która… być może wisi w powietrzu. 

Tworzenie nazwy: mówienie ma znaczenie  

Nazwa musi nie tylko dobrze wyglądać w logo, ale też dobrze brzmieć. W przypadku miejsc rzeczą niebagatelną jest proces swobodnego mówienia o nim. Czasem staram się nagrywać swoje pierwsze wrażenia, język, który tworzy się niemal automatycznie, kiedy w danym miejscu jesteśmy. Coś, co będzie brzmiało obco dla nas, nie przejdzie nam przez usta w tym miejscu – nie przyjmie się. 

Podobnie było, kiedy pracowałam nad procesem rebrandingu marki Jakbud. Jakbud. Zakład Usług Budowlanych Jerzy Jakubowski, pełną nazwę jeszcze z ducha lat 90. musiałam maksymalnie skrócić. Człon Jakbud musiał zostać, bo pozytywnie identyfikował firmę od ponad 20. lat. Kiedy wraz z klientką zastanawiałyśmy się nad claimem (krótkie dopowiedzenie nazwy) kluczowe okazało się pytanie: “Co mówisz, kiedy odbierasz telefon?”. Moja klientka przyznała wtedy, że najczęściej mówi: “Biuro projektowe, słucham”. I tą ścieżką poszłyśmy tworząc claim.

Jeśli śledzisz mój Instagram możesz zobaczyć w jednym ze story, jak mówię o Młynie w czasie pierwszej wizyty. Story to można znaleźć w wyróżnionych relacjach i usłyszeć tam frazę… “na skraju lasu”. Czy wpadłam na ten pomysł już wtedy? Niekoniecznie, sam proces miał się dopiero zacząć.         

Nazwy jak nazwiska – mają swoją konkurencję

Po powrocie do biura zaczyna się właściwy proces powstawania nazwy. Ważne są tu ograniczenia. Jakie? Przede wszystkim te związane z już istniejącymi nazwami. To, że wpadniemy na genialny pomysł nie znaczy, że jest on oryginalny. Każdą nazwę należy więc sprawdzać – czy jest już w użyciu czy nie. 

Istotne są też konteksty – w jakim ujęciu dana fraza występuje, szczególnie w wyszukiwarce internetowej. To trochę jak z ludźmi i ich nazwiskami. Jeśli dane nazwisko zbyt przypomina już istniejące, słynne, które pojawia się na pierwszym miejscu – trudno je będzie je stamtąd zepchnąć.

Przykład? Znam znakomitą dyrygentkę i producentkę muzyczną, która nazywa Ewa Sałecka. Kiedy jednak wpiszecie jej nazwisko w polską wersję wyszukiwarki sugeruje ona, że powstała literówka. W wynikach wyszukiwania pojawia się polska aktorka Ewa Sałacka. Obie panie różni jedna litera w nazwisku. Tworząc nową nazwę najlepiej takiej wysokiej konkurencyjności unikać.   

Gdzie szukać konkurencji i konotacji?

Niektóre nazwy, frazy, czy zdania mają swoją silną konkurencję w postaci multimediów (np. znanych piosenek, filmów, ect.). Czasem pokazują się też w negatywnym kontekście, np. jeśli nazwa jest elementem slangu, czy żargonu charakterystycznego dla języka z serwisów takich jak wykop.pl. Takich konotacji też należy unikać.

Wbrew pozorom to, co pokazuje się w 20 pierwszych wynikach wyszukiwania ma znaczenie. Nasz brand powinien pojawiać się w kontekście pozytywnym, tak, jak chcielibyśmy być postrzegani. Mówiłam też o tym w jednym z odcinków mojego vloga, gdzie omawiałam ciekawe nazwy pochodzące z całej z Polski. Mówiłam tam też jak powstała nazwa mojej firmy – Dobra Treść.

Oczywiście – nie do końca możemy mieć na to wpływ, jak będzie ewoluował język. Nie wiemy, czy nazwa, którą wymyślimy nagle nie nabierze nowych skojarzeń. Tak jest np. z wszystkimi dzisiejszymi nazwami posiadającymi słowo “korona”, które jednoznacznie kojarzy się z wirusem. Niektórzy nawet dopatrują się powiązań piwa z chorobą.

Warto jednak nazwy konsultować i powierzać do kreacji specjaliście, który jest w stanie fachowo ocenić dane słowo. Warto też śledzić proces rozwijania się języka. Ja robię to m.in. śledząc badania Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo polecam ich stronę zawierającą listę nowych wyrazów pojawiających się w języku polskim.

Dlaczego młyn? Dlaczego na skraju lasu? 

Wróćmy jednak do naszego młyna. Poniższe fragmenty tekstu to część dokumentu, które otrzymała moja klientka 6 marca. Dokument zawierał trzy nazwy oraz precyzował dlaczego są one takie, a nie inne. Oprócz moich wyjaśnień pojawiają się także opinie innych osób na temat nazw. Zawsze bowiem po stworzeniu nazw zbieram opinie person (możliwych klientów), po to aby wskazali co im się podoba i dlaczego.  

Brief kreatywny, wizyta studyjna, rozmowa z mieszkańcami, jak i towarzyszące nazwy administracyjne (u. Młyńska) jednoznacznie wskazują, że miejsce – w skrócie – od zawsze było identyfikowane ze słowem „Młyn“. Ta nazwa utrwaliła się w komunikacji właścicieli obiektu, sąsiadów, jest zwyczajową, na stałe przypisaną do tego miejsca nazwą. 

W związku z tym tworzenie nazwy opierało się na kreatywnym rozwinięciu słowa „Młyn“. Co ważne – w każdym przypadku „młyn“ jest słowem inicjującym nazwę, właśnie ze względu na to, że jest ono najbardziej nośne i naturalnie zrośnięte z miejscem. 

Propozycje nazw mają różny charakter i nie są wariantywne, po to, aby można było przyjrzeć się nazwie z zupełnie innej perspektywy. Wszystkie nazwy przetestowałam na niewielkiej grupie (kilkanaście osób) docelowych klientów. Wszystkie badane osoby pozytywnie odniosły się do propozycji nazw. Każda z nazw została sprawdzona w bazach, wyszukiwarce i nie ma w Polsce żadnej konkurencji, nie odnosi się do żadnej istniejącej już nazwy.  

Moje propozycje nazw dla młyna wraz z wyjaśnieniami

1. Młyn Katarzyny 

Nazwa nawiązuje do właścicielki obiektu i otwiera szansę na spersonalizowaną komunikację marki. Ważny w kontekście tej nazwy był dla mnie autorski wymiar miejsca stworzonego przez Katarzynę Klonowską, jej osobisty wkład w wygląd oraz charakter miejsca. Istotne jest też to, że miejsce nabiera w ten sposób tożsamość opartą o autentyczną osobę, która jest sympatyczna, otwarta, ma wielu przyjaciół, jest najlepszą ambasadorką swojej marki. 

Imię Katarzyna jest mocne, sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z osobą solidną, konkretną, godną zaufania. Nazwa nabiera też trochę rustykalności, bo imię Katarzyna zwyczajowo kojarzone jest z dobrą gospodynią. To kobieta, która zarządza w sposób odpowiedzialny, twardą ręką, bardziej na wsi, niż w środowisku miejskim. 

Dalsza komunikacja

Konsekwencją przyjęcia tej nazwy jest możliwość prowadzenia dalszego dialogu z odbiorcą z naturalnej perspektywy „ja“ – „Zapraszam Was do mojego młyna“, „Zobaczcie jakie zmiany pojawiły się moim młynie“, „Dziś do młyna zakupiłam nowe materace, tak żeby było Wam wygodnie“, „Dziś w moim młynie warsztaty jogi, załączam galerię zdjęć“. „Cześć, tu Katarzyna, mówią na mnie Gruba z Młyna“. 

Czego nie użyłam?

W nazwie oficjalnej uniknęłam jakichkowiek konotacji z pseudonimem – Gruba. Moja klientka bywa tak żartobliwie nazywana przez przyjaciół. Myślała też o przyjęciu nazwy Gruby Młyn. Tworzenie nazwy w oparciu o tzw. własny język, familiarny, wewnętrzny nie jest dobrym pomysłem.

Można, jak zasugerowałam wcześniej, powoływać się na ten pseudonim, ale dla osób obcych, docelowych klientów słowo „gruba“, „gruby“ jest kojarzone negatywnie. W przypadku promocji zdrowego stylu życia, jogi, plenerów, wydarzeń artystycznych – słowo to nie pasuje do przekazu. 

Nazwa „Gruby Młyn“ raczej mogłaby być przypisana do miejsca, gdzie jemy tłusto, glutenowo, z dużą ilością mąki. Gdyby naszymi docelowymi klientami byli mężczyźni, np. zjeżdżający się na polowania myśliwi, biesiadujący przy suto zastawionych stołach – nazwa „Gruby Młyn“ byłaby do rozważenia. 

Poza tym nazwa musi się komunikować od razu. Odbiorca nie nie wie nic o “drugim dnie” („gruby“, bo ja mam taki pseudonim „Gruba“). Sam budynek, jego architektura ma raczej charakter lekki, wydłużony, budynek nie jest opasły, jest bardzo zgrabny. Gruby Młyn kłóci mi się z charakterem miejsca. 

Wybrane opinie o nazwie Młyn Katarzyny: 

“Wydaje się, że Katarzyna to solidna marka, porządna gospodyni, która bierze osobistą odpowiedzialność za to, co się tam dzieje.”

“Kiedy byłam w Portugalii mieszkałam w Casa Koka i było to fajne, że wiedziałam, że jadę do Pani Koka”. 

2. Młyn Na Skraju Lasu 

Nazwa oddaje w 100% umiejscowienie domu i wizualizuje przyszłe przeżycie. Nazwa oddaje widoki przez okno, widok z werandy, doświadczenie wchodzenia w świat natury. Pozytywne konotacje i skojarzenia buduje wyrażenie „na skraju lasu“ – ma sobie spokój, epickość. Trochę tak, jakbyśmy otwierali książkę z opowieścią. Nazwa kojarzy się z relaksem, wypoczynkiem, labą, sielskim widokiem. 

Młyn na skraju lasu, podobnie jak i „leśny młyn“ to jeden tematów malarskich, (np. Friedrich Carl von Scheidlin). Nazwa ta pochodzi też z rodziny nazw wskazanych przez właścicielkę, z segmentu turystycznego „slow hop“ skierowanego do mieszczuchów chcących wypoczywać, uciec od zgiełku miast do miejsc klimatycznych, połączonych z naturą. 

Dalsza komunikacja

Dalsza komunikacja powinna być obietnicą przeżycia przyjemności, koncertować się wokół opowieści z młyna i jej bohaterów (Katarzyna, kot Kiełek, przyjaciele młyna). Ważne będzie pokazanie detali (pierwsze kwiaty, świeża kawa na werandzie), ale też elementów bardziej epickich (leśne wycieczki, spacery nad rzeką), pokazanie możliwości spędzania wolnego czasu. 

Zdania powinny być prowadzone z perspektywy „my“ – „Dziś w naszym młynie…“, „Wybieramy się na wycieczkę nad rozlewiska Warty…“, itp. Na stronie narracja trzecioosobowa: „We młynie zawsze było gwarno. Uczyliśmy się tu pływać kajakiem i wypatrywaliśmy wieczornych zachodów słońca z werandy. Ciotka Ewa, właścicielka młyna, gościła tu rodzinę, przyjaciół…“ itp.

Czego nie użyłam?

Młyn Na Skraju Lasu pojawił się jako konsekwencja nazwy Leśny Młyn. Po krótkiej konsultacji uznałam, że las może nieść też negatywne konotacje – jako miejsce trudno dostępne, do którego niełatwo dojechać. Uznałam, że w tworzenie nazwy warto oprzeć o słowo las, ale w bardziej cywilizowanej i bardziej epickiej wersji. 

Co mówiły osoby, które wskazały tę nazwę jako najlepszą?

“Widzę młyn, jest sielsko, wiejsko, do tego las, trochę tajemnicy, trochę jak z powieści, trochę jak zaproszenie do przygody”.

“Ta nazwa daje obraz jak tam jest, jakąś taką fantazję na ten temat”.

3. Młyn. Dom Wypoczynku Twórczego 

Nazwa główna to po prostu „Młyn“. Jej rozwinięciem jest dopowiedzenie sugerujące, jakie wydarzenia mogą mieć miejsce właśnie w tym obiekcie. Nazwa nastawiona jest więc na działanie – to, co ma się wydarzyć. 

Punktem wyjścia do zadania pt. tworzenie nazwy była tradycja miejsc takich, jak Domy Pracy Twórczej. To niewielkie pensjonaty z pokojami gościnnymi, fundowane dla artystów jeszcze za czasów PRL. Dziś mamy lekki powrót i docenienie miejsc tego typu, unikatowych, kameralnych, gdzie można skupić się na kreatywnym spędzaniu czasu.

Jest to najbardziej, spośród wszystkich propozycji, nazwa zawężająca krąg odbiorców. Jednocześnie – najbardziej specyficzna i być może wprost dostosowana do oczekiwań docelowego klienta. Nie jest pensjonat „dla wszystkich“, a dla tych, którzy chcą skorzystać z miejsca twórczo, zbiorowo, w grupie. Architektura miejsca (sale do wspólnego spędzania czasu, teren wokół) są tak zaplanowane, że spełnią oczekiwania tych, którzy szukają miejsca do wypoczynku grupowego. 

Dalsza komunikacja

Nazwa ta może dobrze komunikować się z odbiorcą o charakterze oficjalnym, do którego kierowana jest oferta np. domy kultury, animatorzy, nauczyciele, przedsiębiorcy organizujący grupowy wypoczynek, Nazwa ta ma sobie zakodowaną ideę – bardziej niż z zarabianiem pieniędzy przez właścicieli pensjonatu kojarzy z się ze spełnianiem misji – edukacyjnej, twórczej, artystycznej. 

Komunikacja mogłaby być oparta na haśle „Wypoczywaj jak artysta“ i podobnie jak poprzednia nazwa powinna być oparta na idei budowania wspólnoty. Ważni będą ludzie, to co się wydarza w młynie, relacje ze spotkań, warsztatów, efekty pracy twórczej: „Oto efekty pracy na warsztatach lepienia z gliny“, „Dziś nasz młyn gościł młodzież pracującą nad warsztatem aktorskim“, ect. 

Czego nie użyłam?

Nie dodałam nazwy Dom Pracy Twórczej, bo tego typu pensjonaty są często obiektami o charakterze publicznym. Poza tym „praca“ jest tu słowem kojarzonym negatywnie – wyjście od tej nazwy do innej wydaje mi się bardziej kuszące.

Czy ta nazwa komuś się podobała?

“Wybieram nr 3 – krótko i na temat. Dopowiedzenie buduje fajny klimat.”

Uniwersalna nazwa czy wersje językowe? 

W przypadku nazw i sprzedaży usług za granicę można przyjąć dwie drogi. Po pierwsze, możemy stworzyć nazwę łatwą do wypowiedzania w wielu językach. Po drugie, możemy też stworzyć nazwę, która będzie miała swój wariant w innym języku. Jeśli czytaliście uważnie wcześniejsze punkty – nazwa “młyn” stała się tu zwyczajowym określeniem na miejsce. 

Jego wersja “Młyn na Skraju Lasu” ma bardzo dobre i bardzo pozytywne konotacje w obu językach, którymi będzie posługiwała się moje klientka. Jest to przede wszystkim język niemiecki, a rynek i klienci z Niemiec są tu bardzo mile widziani. Dodam, że właścicielka młyna, Katarzyna Klonowska jest tłumaczką. 

Dla języka niemieckiego zaproponowałam więc nazwę Mühle am Waldrand, dla angielskiego Mill on the Edge of the Forest. Nazwy te są dość długie, ale występują jako rozpoznawalne w tych językach sformułowania. Są to przede wszystkim tytuły znanego motywu malarskiego i konkretnego dzieła. Lepszych skojarzeń trudno szukać – oto w obietnicy miejsca mamy wpisany piękny pejzaż.  

Tworzenie nazwy to takie wyszukiwanie powiązań.

Tworzenie nazwy: proces decyzyjny klienta

Przy powstawaniu nazwy nieco pracy musi podjąć też… klient. Podjęcie tak ważnej decyzji nie jest łatwe, ale można sobie też pomóc. Ważnym aspektem jest przyjęcie właściwych kryteriów oceny. Ciekawą tabelę oceny jakiś czas temu przedstawił na swoim blogu Jacek Kłosiński. Według blogera w ocenie nazwy warto wziąć pod uwagę to, czy nazwa:

  • przekazuje przesłanie marki,
  • jest unikalna,
  • nie jest związana z przelotną modą,
  • łatwa do zapamiętania,
  • łatwa do wymówienia i literowania,
  • ma potencjał do tworzenia submarek,
  • ma pozytywne znaczenie,
  • dobrze wygląda.

Chętnie korzystam z tego zestawu podpowiedzi dotyczącej kryteriów. W większości są one miarodajne i pozwalają na rzetelną ocenę.

Co jeszcze można zrobić?

Doskonałym pomysłem mojej klientki w czasie tworzenia miejsca była animacja grupy na Facebooku. Znalazła się tam okazała rzesza znajomych, którzy wspierali ją w pracy nad remontem i z którymi mogła dzielić się spontanicznie procesem swojej pracy. 

Tej grupie mogła ona też zadać pytanie w formie ankiety: którą nazwę wybieracie? Większość zdecydowanie wybrała nazwę nr 2. Taka grupa i jej opinia była też bardzo pomocna kiedy powstawało logo. 

Nazwa wybrana – co dalej?

Po decyzji dotyczącej nazwy przychodzi czas na kolejne elementy procesu brandingowego, takie jak:

  • rejestracja nowej nazwy dla działalności gospodarczej
  • rejestracja domeny internetowej
  • powstanie adresu mailowego
  • rejestrację nazwy i miejsca w Google Moja Firma, dzięki czemu miejsce może zaistnieć na mapach Google’a
  • powstanie znaku i identyfikacji wizualnej
  • powstanie strategii komunikacji marki.

W tym ostatnim punkcie pomagam zwykle ja. Strategia komunikacji czyli wytyczne dotyczące języka, sposobu mówienia o danej marce rozpisuję w formie dość obszernego dokumentu. Mamy w nim rozszerzony zapis sposobu mówienia o marce (Kto mówi? W jakiej osobie? Gdzie?) wraz ze słownikiem. Spójny język marki jest kluczem do dotarcia do właściwych odbiorców i wywołania właściwych emocji. Dokument dość szybko okazał się pomocny, bo wypisana przeze mnie lista wyrażeń trafiła chociażby do opisów zdjęć na Facebooku. Ten profil klientka tworzy już sama. 

Ja zajęłam się przede wszystkim stworzeniem spójnych komunikatów na stronę internetową. Wspólnie z Kryptonum Studio zdecydowaliśmy, że strona www będzie miała charakter one page website. To zwięzła, prosta strona zawierająca niezbędne informacje i pozwalająca szybko przejść do procesu zakupowego. Taką też przygotowałam makietę, a Jakub i Maciej dopełnili reszty.

Więcej o mojej współpracy z Kryptonum Studio przy powstawaniu stron www posłuchasz tutaj: Co zawiera dobra strona www

Tworzenie nazwy: regulacje prawne i cena

Na koniec jeszcze kilka słów o prawie. Wiem, nuuudy. Ale jednak te kwestie mogą okazać się kluczowe, kiedy tworzymy nazwę. 

  • Tworzenie nazwy jest dziełem. Pamiętajmy, aby zlecając wykonanie takiej czynności kupić również prawa autorskie. Podobnie jest ze znakiem (logo). Bywa, że ludzie pozyskują nazwę od kogoś, ktoś im ją wymyśla i nigdy nie regulują oni kwestii praw autorskich. Np. ogłaszają konkurs na nazwę na Facebooku, ktoś tę nazwę podaje, zostaje ona wybrana… i tyle. Jeśli nie uregulujemy kwestii praw autorskich – niestety, w przypadku sprzedaży miejsca z daną nazwą nie mamy do tego prawa. Dokument zaświadczający o naszej własności jest kluczowy, bo udowadnia, że nazwa jest naszą własnością. 
  • Nazwę i logo (znak towarowy) można zarejestrować i zastrzec w Urzędzie Patentowym w Polsce, ale też np. wśród unijnych znaków towarowych. Nikt inny nie będzie się nią mógł posługiwać i będziemy mieć pewność, że nie pojawi się konkurencja o tej samej nazwie. Z reguły jednak mniejsi przedsiębiorcy nie robią tego ze względu na koszty takiego działania. W Polsce możecie więc napotkać wiele obiektów o podobnych nazwach… i z reguły nie jest to większym problemem. Jednym ze słów niezastrzeżonych i często używanych w nazwach obiektów podobnych do naszego młyna jest słowo “uroczysko”.  
  • Są nazwy, których zastrzec… nie można. Pisał o tym na swoim blogu Marek Jankowski. Próbował on zastrzec nazwę pisma “Branża dziecięca”. Urząd patentowy uznał jednak, że jest to nazwa opisowa, zwyczajowa i nie ma ona charakteru odróżniającego. 
  • Warto pamiętać też o tym, że nazwy nie warto kopiować… nawet nieświadomie. Wszystkie należy skrupulatnie sprawdzać w bazach działalności gospodarczej, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. O błędzie jednej z moich ulubionych marek czyli obecnej Foonce (dawniej Hayce) mówiłam w jednym z moich filmów.

Zlecić, czy zabrać się do dzieła?

Tworzenie nazwy jest długim procesem, który wymaga wiedzy, uważności i… szczypty talentu. Zapewne zapytasz też ile może kosztować. Jeśli przyjemy, że proces kreatywny rozpisany jest na kilkadziesiąt godzin, wymaga weryfikacji badań i kosztów, takich, jak np. dojazd do klienta… to… tak, nie jest kilkaset złotych.

Drogo? To może stworzyć nazwę… samodzielnie? Jak najbardziej – można to zrobić samodzielnie. Nie potrzebujemy przecież żadnych specjalistycznych narzędzi. Z jednym zastrzeżeniem. Wiele z pierwszych elementów tworzących wizerunek marki da się poprawić, stworzyć jej lepszą wersję. Możemy nagrać film promocyjny, a potem nagrać kolejny. Możemy zmienić ofertę. Nazwę zmienić jest dość trudno. To tak jak zmiana imienia czy nazwiska. To nasza tożsamość. Warto dać swojej firmie dobrze się urodzić.

Potrzebujesz nazwy dla swojego miejsca, firmy, produktu? Napisz do mnie: > kontakt@dobratresc.com

Dobre treści?
Pobierz e-book
i subskrybuj newsletter.

    Pamiętaj, że w każdej chwili możesz się wypisać.