Blog Studium przypadku

Profesjonalne filmowanie. 10 doświadczeń (część 1)

ukulele i kamera

Wszyscy staliśmy się filmowcami. Amatorsko, półprofesjonalnie lub za solidne pieniądze. Jak smakuje przejście od filmików do filmów? Oto moja droga do momentu, w którym poczułam czym może być profesjonalne filmowanie.

Siła amatorskiego wideo

W serialu „Atypical“ jest scena, w której jeden z bohaterów, Zahid, wrzuca do kieszeni zapalonego skręta. Po krótkiej chwili joint zaczyna wypalać mu spodnie, a on wyraźnie odczuwa ból. „Szybko, kręć to!“ – krzyczy do swojego kolegi Sama. Ten wyciąga komórkę, powstaje zapewnie kilkusekundowy filmik. Na Facebook? Na TikTok? YouTube? Do zaskakującego story na Instagramie?

W serialu nie ma dalszego ciągu, ale odbywa się on dziś nieustannie. Krótkie wideo produkowane w milionach plików, na własnych smartfonach, często natychmiast trafia do sieci. Żyjemy w czasach ekspansji amatorskiego wideo, na największą możliwą skalę, jaka nigdy wcześniej nie miała miejsca.

Monika Górska, autorka znakomitej książki „Visual storytelling. Jak opowiadać językiem wideo“ pisze, że historia YouTuba przypomina historię kina. Pierwszym odruchem amatora-filmowca jest kręcenie sytuacji niezwykłych, często zabawnych. Uchwycenie niesamowitości. Przewrotka. Żart. Gag. Palące się spodnie. Wszyscy chcemy być Chaplinami.

Ci, którzy tak jak ja, żyli w latach 90. zapewnie pamiętają telewizyjny program z Tadeuszem Drozdą, „Śmiechu warte“. Przez godzinę prezentowano tam śmieszne filmiki nagrane kamerami VHS, często z USA. Format programu, podobnie jak Tik Tok, pochodził z Azji, a dokładnie z Japonii. Program kręcony był w moim rodzinnym mieście, Szczecinie.

Nigdy nie przypuszczałam, że gatunek „śmiechu warte“ rozleje się na cały świat. Nie wiedziałam, że powstaną media społecznościowe poświęcone promocji i konsumpcji tego typu formatu wideo.

Czy amatorskie wideo musi być tylko takie? Oczywiście, że nie musi i nie jest. Wideo świetnie sprawdza się w każdej branży i w bardzo różnej formule, wymknęło się z akademickiej specjalizacji. Poprzez powszechną dostępność sprzętu i internetowe miejsca publikacji przestało być elitarne. Nie trzeba kończyć wyższych studiów, żeby pracować jako osoba przygotowująca treści wideo do internetu.

Nigdy nie spodziewałam się, że profesjonalne filmowanie zacznie być towarem deficytowym i chętnie kupowanym. Że tak szybko okaże się, iż próg wejścia nie jest aż tak wysoki, a potrzeba contentu wideo w każdej postaci – ogromna. Do tego momentu wiodła mnie długa droga i seria niemożliwych do przewidzenia doświadczeń.

📝 Wnioski z lekcji 1.
Amatorskie wideo jest dziś wszechobecne i bardzo chętnie oglądane. Nie ma co się wstydzić i krygować, trzeba je robić.

„Amelia“, „Misia“, Paint i Power Point

Zanim powstały jakikolwiek media społecznościowe, a ja ledwo oswajałam się z mailem, miałam już na koncie pierwszy film. Aparat na początku lat dwutysięcznych posiadała moja koleżanka. Zrobiłam więc niespodziankę dla naszej wspólnej koleżanki Michaliny.

Film składał się ze zdjęć, z kręconych z ręki skrawków ujęć, z animacji stworzonej w programie Paint i ożywionej w Windows Movie Maker (Można? Można!). Całość dumnie poprzeplatałam napisami i „poszła“ w całości jako samoodtwarzający się pokaz slajdów w Power Point’cie.

Z filmu pamiętam narrację: „Oto dom, w którym mieszka Misia“, potem ujęcie na kamień przed domem, przy którym prowadziłyśmy długie rozmowy. W ścieżce dźwiękowej – nieśmiertelny soundtrack z filmu „Amelia“, który niesamowicie na mnie wtedy wpłynął. Nie wiem, czy film „Misia“ gdzieś przetrwał, „Amelię“ uwielbiam do dziś.

To początki, w których już zaznaczały się moje silne i słabe strony. Tą silną było w miarę zgrabne prowadzenie opowieści, słabą – postprodukcja. Dopiero później miałam się dowiedzieć, że to, w czym zrobimy film (program do obróbki i montażu) oraz jak go wyeksportujemy jako plik jest niezmiernie ważne. Całość „Misi“ miewała toporne przeskoki i chyba finalnie nie przetrwała próby czasu. Czy film odtworzyłby się w dzisiejszej wersji PP? Nie wiem.

Drugą ważną rzeczą okazała się ambicja. Film nie był prosty. Miał ujęcia, zdjęcia, teksty i animację. Nie wystarczyło tego zrobić dostępnymi środkami? Krócej? Bez odkrywania Ameryki na własną rękę? Hmmm… Gdybym wtedy miała YouTuba! Ale go nie było, a jedynymi znanymi mi ludźmi uprawiającymi profesjonalne filmowanie (czyli za pieniądze) byli panowie kręcący weselne wideo. Do nich zawsze mi było daleko.

📝 Wnioski z lekcji 2.
W tworzeniu filmów nie liczy się tylko ich kręcenie, czy nawet scenariusz. Cała praca pójdzie na marne, jeśli nie użyjesz dobrych narzędzi w postprodukcji.

Kręcenie filmów „mydełkiem“

Po prywatnym debiucie „Misia“, który stał się ikonicznym dziełem dla trzech ludzi na świecie (ja i moje koleżanki) przez wiele lat nic się nie wydarzyło. Do momentu, w którym nie kupiłam sobie w 2006 roku białego MacBooka z systemem Tiger. Było to dość przełomowe w świecie królującego Windowsa.

Pierwszy MacBook otwierałam w różnych sytuacjach i kręciłam dziesiątki filmów – z wyjazdów, z współlokatorkami, z przyjaciółmi, w pracy. Robiłam teledyski do piosenek Björk i  t.A.T.u. i pierwsze montowane filmy. iMovie w wersji sprzed kilkunastu lat był moim ukochanym programem.

Mój pierwszy Mac Book z programem iMovie HD

Potem na filmach zaczął pojawiać się mój synek. Udokumentowałam sporo naszych wspólnych pierwszych chwil przenośnym laptopem. Mój system Tiger nie dogonił jednak zeczywistości, a głodne moich pieniędzy Apple przestało uaktualniać system. W końcu zapchałam komputer filmami, które musiałam gdzieś przenieść. I nie wiem dokładnie na którym dysku i w którym pudle ich szukać. Do dziś na „mydełku“, jak mówiło się na ten model MacBooka, posiadam pliki audio z własnymi piosenkami, czy nagraniami wywiadów.

Potem dołączył smartfon i iPad. iPad zapchał się najszybciej pośpiesznie kręconym wideo z życia domowego. Nad plikami ze smartfona zapanowałam dopiero dzięki chmurze Google, gdzie zaczęłam je odpowiednio katalogować.

📝 Wnioski z lekcji 3.
Pliki filmowe są ciężkie i zajmują dużo miejsca. Narzędzia, którymi kręcimy i produkujemy filmy należy regularnie sprzątać. To, co chcemy zachować zgrywajmy na dyski zewnętrze, które będziemy opisywać. Bezpieczniejszymi w utrzymaniu multimediami są pliki audio.

„Karolina“ – domowe wideo, które się wymknęło

Krótko przed wyzwoleniem się z objęć etatu w teatrze zaczęłam produkować podcasty. Praca z plikami audio sprawiała mi niemałą frajdę. Robię to dziś. Wbrew pozorom był to najlepszy z możliwych wstępów do profesjonalnego filmowania. Szybko przekonałam się, że film jest do obejrzenia tylko wtedy, jeśli posiada dobry dźwięk, nawet jeśli obraz jest średni.

W 2018 roku postanowiłam wziąć udział w konkursie Legalnej Kultury i zrobić krotki film na temat przestrzegania praw autorskich. Zdjęcia do filmu z udziałem moich dzieci powstały podczas wakacyjnego wyjazdu do Kopenhagi oraz w Szczecinie. Film nakręciłam aparatem Fuji XT-20 z obiektywem o ogniskowej 50-230 mm. Pozwolił mi on podpatrywać bohaterów filmu bez ingerencji w ich spontaniczność. To był pierwszy moment, w którym zrozumiałam, że istotą kreacji obrazu jest obiektyw. Ale musiało minąć dużo czasu, żebym w 100 % z tego doświadczenia skorzystała dobrze.

Filmu „Karolina“ się nie wstydzę, choć wtedy jeszcze kompletnie nie widziałam nic o kolorowaniu filmów, a załączony plik dźwiękowy z narracją ma format mp3… Znów lekko położona postprodukcja… Pierwszy film oczywiście nie zdobył nagrody w konkursie, ale był moim filmowym portfolio, które pozwoliło mi zrealizować pierwsze filmowe zlecenie.

📝 Wnioski z lekcji 4.
50% wartości filmu to dźwięk. Bez dobrego dźwięku ludzie nie obejrzą filmu. O jakości obrazu filmowego, jego smaku, charakterze nie decyduje typ kamery, a przede wszystkim obiektyw. Obiektyw określa też typ kontaktu z tym, co lub kogo filmujesz. Może być on bliski, może też dawać Ci szansę na podglądanie.

Jak udawać amatorskie wideo czyli wracamy do filmików

Była to do tej pory największa filmowa przygoda pod hasłem profesjonalne filmowanie. Spektakl „Być jak Beata“ składa się piosenek zespołu Bajm. Każda piosenkę wykonuje inna postać. Tuż przed wykonaniem pojawia się na telewizorze obok sceny krótki film „castingowy“, jak w talent show. Występujący mówią dlaczego chcieliby „być jak Beata“. Kilkanaście krótkich filmów miało wyglądać tak, jak nagrane warunkach domowych wideo. Było zadanie dla mnie i dla osób, które te filmy współtworzyły – aktorów, reżyserki, scenarzystów, autorki kostiumów i charakteryzatorki.

Na czym polegało filmowe zadanie?

Czy wystarczyło, żeby aktorzy sami wzięli telefon do ręki i… już? Nie do końca. Ważnym zadaniem było profesjonalne nagranie dźwięku. Spektakl jest muzyczny, w całości poprowadzony w wysokiej jakości dźwiękowej. Audio z filmów musi trafić do ucha teatralnej widowni i pomiędzy profesjonalnie zrealizowanymi numerami muzycznymi.

Do kręcenia używałam więc smartfonów, bezlusterkowca, iPada, czy kamerkę typu GoPro, a do zgrania dźwięku nabyłam mój pierwszy mikrofon typu shotgun. Wiele razy na planie byłam więc dźwiękowcem biegającym z wielką tyczką (tzw. boomem), ukrytym w torbie rejestratorem Zoom i słuchawkami. Po raz pierwszy pracowałam też z gimbalem do prowadzenia płynnych ujęć oraz elektronicznym sliderem.

Gdzie powstały zdjęcia?

Kręciliśmy w prawdziwej tureckiej budce z kebabem, gdzie miał pracować jeden z naszych bohaterów. Inna fanka Bajmu kąpała się w mojej domowej wannie. Realizowaliśmy w lekkim deszczu na szczecińskim Prawobrzeżu, gdzie przebrana za zakonnicę aktorka Magdalena Wrani-Stachowska odłączyła się od pielgrzymki. Innym razem trzeba było nagrywać w formule vlogowej, tworzyć intymne home wideo, czy zgrywać biurową relację iPadem.

Najzabawniejsza realizacja zdjęć czekała mnie jednak w samochodzie. Żelisław Żelisławski, twórca scenariusza, wymyślił, że nasz bohater będzie miał kamerę przyklejoną na kierownicy. Po kilku próbach moja mała GoPro świetnie się sprawdziła. W trakcie kręcenia siedziałyśmy skulone z reżyserką, Magdą Miklasz, za tylnymi siedzeniami auta (ja z mikrofonem), a Maciej Litkowski jechał, grał i… ledwo powstrzymywaliśmy się od śmiechu. Profesjonalne filmowanie nie oznacza rezygnacji z dobrej zabawy!

Jak to się skończyło?

Premiera. Przyjechała sama Beata Kozidrak! Filmiki w spektaklu wywoływały salwy śmiechu i stanowiły niewielki element całego przedstawienia. Niektórzy mówili, że powinny być bardziej amatorskie i spontaniczne (gorszy obraz, więcej ujęć z ręki).

Podsumowując: do dziś za największy sukces uznaję to, że te filmy… w ogóle powstały. Mimo tego, że za każdym razem zaskakiwało mnie zadanie, lokacja, brak światła, nadmiar światła, nowe narzędzia to… dałam radę. Do każdego nagrania robiłam sobie listę sprzętu, który muszę mieć ze sobą, nagrywaliśmy, przygotowywałam propozycje, poprawiałam – działa, następny! Poszło.

📝 Wnioski z lekcji 5.
Filmowanie to brudna robota. Traganie sprzętu. Rozkładanie sprzętu. Zimno i pada. Czasem głodno. W większości pod presją czasu. Przed zamknięciem, przed zmierzchem, zanim wypalą się świeczki. Niezbędna jest checklista sprzętu i przygotowanie go dzień wcześniej. Trzeba mieć siłę w rękach – od noszenia rzeczy po trzymanie kamery lub mikrofonu. Na finalny efekt pracuje wiele osób, a to co otrzymujemy to złożony proces. Nietrudno nie skończyć filmu w ogóle i wywalić produkcję na jakimś z etapów.

To właśnie dzięki tej przygodzie sformułowanie profesjonalne filmowanie nabrało barw i kształtów. Niemal wszystko, co zarobiłam zainwestowałam… w sprzęt filmowy.

Czy się opłaciło?

O tym opowiem w kolejnym wpisie, w którym znajdą się m.in. informacje o współpracy z klientami i… kręceniu samej siebie.

mem na temat filmowania
Profesjonalne filmowanie oznacza noszenie ciężkiego sprzętu.

Słowniczek terminów filmowych

Postprodukcja – najdłuższy etap pracy nad filmem obejmujący m.in. montaż, pracę nad dźwiękiem, korekcję barwną, tworzenie napisów i finalny transfer do pliku. Profesjonalne filmowanie to przede wszystkim umiejętna postprodukcja.

Ogniskowa obiektywu – jeden z podstawowych parametrów określających obiektyw. Jest to odległość pomiędzy środkiem soczewki, a matrycą. Im dłuższa ogniskowa tym większe przybliżenie do filmowanego obiektu (tzw. zoom), a jednocześnie ciaśniejszy kadr.

Kolorowanie filmów – ważny element postprodukcji filmowej. Składa się z korekcji kolorystycznej i tzw. color gradingu. W pierwszym etapie poprawia się podstawowe parametry takie jak balans bieli, kontrastu i nasycenia barw. Color grading można porównać do nakładania filtrów, choć jest to bardziej złożony proces kreatywnego barwienia wideo zależnego od naszych preferencji i stylu filmu.

Mikrofon typu shotgun – mikrofon używany zwykle w tworzeniu filmów o podłużynym kształcie. Jest bardzo czuły (doskonale zbiera nawet najmniejszy dźwięk) i ma charakterystykę kierunkową (jest wrażliwy na dźwięk docierający z określonego kąta). Shotgun montuje się zwykle na długich tyczkach (boomach), a operator dźwięku podąża na planie za aktorami trzymając mikrofon nad ich głowami i kierując go w stronę źródła dźwięku. 

Gimbal – elektroniczny stabilizator kamery. Pozwala on na nakręcenie płynnych ujęć dzięki niwelowaniu powstających drgań. Kamera zamontowana na gimbalu może być też przez niego sterowana. Analogowym odpowiednikiem gimbala jest steadycam, w którym wykorzystywana jest naturalna siła ciążenia.

Slider elektroniczny – urządzenie do płynnego przesuwania kamery w poziomie lub pionie sterowane np. aplikacją w smartfonie.

Lokacja – miejsce realizacji zdjęć filmowych.

Dobre treści?
Pobierz e-book
i subskrybuj newsletter.

    Pamiętaj, że w każdej chwili możesz się wypisać.

    1 comment on “Profesjonalne filmowanie. 10 doświadczeń (część 1)